2010/10/31

wyścigi konne na służewcu #4

Pamiętam jak oglądanie gonitw było w standardowym pakiecie weekendowym. Tata wpierw pokazywał mi uczestniczące w wyścigu konie i kazał wybierać najładniejsze. Lubiłam te złoto-brązowe i szare w plamki - oczywiście fachowe określenia typu "kary", "gniady" lub "wroni" niewiele mi mówiły.
Jeszcze zanim Służewieckie Wyścigi zbankrutowały do bólu, za wstęp na gonitwy nie trzeba było płacić 5 zł, a na VIP-owską trybunę mogłam wejść, gdy tata zamienił tylko słowo z ochroniarzem. Przez zbity tłum przebijaliśmy się w stronę barierek, aby obserwować efektowny finał wyścigu. Przecież córeczka tatusia musiała zobaczyć czy jej złoto-brązowy koń wygrał.

6 komentarzy:

  1. Gęsto od nostalgii. Aż zatyka. Świetna opowieść (nie wiem czy wspomnienie) i świetne zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, na blogu są same wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja wiem. Chodziło mi o to, że nie wiem czy to wspomnienie jest dobre czy złe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah, już rozumiem. :) Wspomnienia związane z moim ojcem, chociaż obiektywnie pozytywne, zawsze z mojej strony mają jakąś dokuczliwą drzazgę. Ale o nim będzie jeszcze dużo, dużo na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  5. przypadkiem znalazłam twojego blogspota i strasznie mi się on spodobał.
    wspaniale łączysz wspomnienia ze zdjęciami. urzekły mnie zarówno analogowe (choć może nie tylko) perełki jak i nostalgiczny sposób pisania.

    miałam się wcześniej zebrać i coś konstruktywnego napisać, ale cóż, bywa i tak.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki bardzo :) Powtórzę się, że nigdy nie spodziewałam się zainteresowania takimi zakurzonymi, mało istotnymi dla innych klatkami. Ale wypowiedzi takie jak Twoja są świadectwem na to, że jest więcej nieobojętnych ludzi, niż myślałam :)
    Ps. tak, tylko analogi :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń